wtorek, 7 stycznia 2014

Gdzie ten świat przysypany śniegiem?

Zapożyczono z Pinterest.com

Mogłoby wreszcie spać trochę śniegu, tak jak na zdjęciu powyżej. Wiem, że większość z Was będzie przeciwna - sama kiedyś byłam. Ale teraz zima bez chociaż chwili (przynajmniej dwutygodniowej!) śniegu jest dla mnie po prostu ...niespełniona.

Ale nie o sam śnieg tu chodzi, lecz bardziej o czar, jaki roztacza. Czyż świat zasypany śniegiem, dom otulony puchem czy zaszronione szyby w starych oknach ze szprosami nie wydają Wam się magiczne? Tęsknie właśnie za tą staroświecką magią. W mroźnej bieli wszystko jest takie senne, ciche, spokojne, bezpieczne i...czyste - jakbyśmy znaleźli się w zaczarowanej krainie, w której świat pięknieje i spowalania. Taki mały kontrast wobec tej szarości i pędu za oknem.

Spokojnie, nie będę narzekać. Po prostu się nieco rozmarzyłam... ;) A tymczasem u nas niemal jesienne widoki - z porannego spaceru, podczas którego słońce na chwilę zaszczyciło nas swoją osobą :)



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Boskie Tiramisu na Nowy Rok


Jeszcze na początku grudnia obiecałam sobie, że jak tylko miną święta i wypiję noworoczną lampkę szampana, zabieram się za oczyszczanie organizmu z wszelkich toksyn, których trochę się uzbierało przez ostatnie miesiące. Miało być bez słodkości (również tych domowych), wyrobów mącznych (nawet chleba żytniego z własnego pieca) i choćby łyczka alkoholu.

Jednak jak tu zabrać się za cielesne porządki, jak właśnie kilka dni temu największy łasuch domu zaopatrzył moją lodówką w ogromną porcję mascarpone. Nie, żeby moja silna wola była aż tak słaba, ale przecież nie można pozwolić, by zepsuł się jeden z najlepszych serów świata.

A że mascarpone grzech dodawać do czegokolwiek innego niż słodkości, tradycyjnie już stanęło na boskim tiramisu - deserze idealnym, z którym zdecydowanie warto zacząć Nowy Rok. 

Poniższy przepis złożyłam z kilku różnych wersji, których zwykłam kiedyś próbować. Tym razem postawiłam na opcję niezbyt alkoholową, za to mocno kremową, bo przecież to właśnie ten krem w tiramisu jest najlepszy. Ciacho zniknęło błyskawicznie - po prostu rozpływało się w ustach. Mam nadzieję, że i Wam będzie równie mocno smakować :)


Składniki:
  • 500 g serka mascarpone
  • 4 żółtka
  • 2 białka
  • szczypta soli
  • 150 g podłużnych biszkoptów 
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zaparzonej w 200 ml wody
  • 20-30 ml likieru Amaretto (bądź likieru kawowego)
  • odrobina kakao do oprószenia
Żółtka zmiksować z cukrem pudrem na jasną, jednolitą, gładką masę. Dodać mascarpone i wymieszać dokładnie aż do połączenia składników. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodać do masy serowej i delikatnie wymieszać.

Zaparzoną kawę przestudzić. Pierwszą warstwę biszkoptów wyłożyć na dno pojemnika lub formy o wymiarach ok. 21 x 11 x 6 cm. Łyżeczką delikatnie wylewać kawę na poszczególne biszkopty, aż do ich częściowego nasiąknięcia. Trzeba uważać, by nie nasiąkły zbyt mocno, gdyż wtedy zrobi nam się biszkoptowa papka.

Na biszkopty wyłożyć warstwę sera - łącznie z przerwami pomiędzy biszkoptami. Ser pokryć drugą warstwą biszkoptów, które również trzeba namoczyć kawą. Następnie, na podobnej zasadzie nakładać kolejną warstwę sera, a potem znów biszkopty namoczone kawą. Ilość biszkoptów przy wymiarach formy podanych powyżej powinna starczyć na trzy pełne warsty ciastek.

Na koniec całość przykryć dokładnie masą serową i wygładzić wierzch. Pojemnik owinąć szczelnie folią i wstawić do lodówki na min. 5 godzin, aby masa stężała.

Przed podaniem wierzch ciasta delikatnie oprószyć kakao.

Smacznego! :)

sobota, 4 stycznia 2014

Jeszcze w świąteczno-noworocznym klimacie

Zapożyczone z Loft I Love
Byłam zabiegana i zalatana... przez ostatnie kilka miesięcy. Choć dla większości święta to niekończące się porządkowanie i bieganie za prezentami, dla mnie to zawsze idealny okres, by nieco odetchnąć i zdystansować się do tego, co na co dzień. Prawie dwa tygodnie wolnego pozwoliły wreszcie nabrać trochę powietrza w płuca, zwolnić i zastanowić się nad tym, co naprawdę ma znaczenie, w którym kierunku chcę zmierzać i co powinnam robić w życiu.

W codziennym pędzie podpowiedzi serca są niestety często dość mocno zagłuszane. Niby wiemy, że czas skupić się na tym, czy na tamtym, ale zawsze znajdują się ciągłe wymówki - to zmęczenie, to domowe obowiązki, to rodzina czy znajomi, to praca - sugerujące jedno: "Nie mam przecież czasu!!!". 

Nie mamy czasu na to, co najważniejsze w życiu??!! Jak to...?! A jednak - ego pięknie wyszukuje sobie kolejne ALE. A miesiące mijają niezauważenie, przemija życie, którego nawet w pełni świadomie nie doświadczamy... 

Czasem nawet kilka razy w roku muszę sobie przypomnieć, co się liczy i uświadomić sobie, jak daleko między czasie zeszłam z drogi. A łatwo jest zejść - każdy pozornie nieistotny drobiazg zaprzątający głowę może się do tego przyczynić.

Święta to dobry czas, by to wreszcie świadomie zauważyć i wrócić na właściwe tory. Tak więc wracam, tym razem mam nadzieję, że na długo :) Z kubkiem gorącej herbaty korzennej, grubymi skarpetami, ciepłym kocem, dobrą książką, porannym czasem na medytację i wieczorną energetyczną przestrzenią na czarowanie. Jest tyle do zrobienia w tym roku... Niech się dzieje! :)

Wszystkiego co najlepsze Wam wszystkim Kochane/Kochani! Kroczcie świadomie drogą swego serca przez cały ten piękny rok :)

Wasza Iv

niedziela, 7 kwietnia 2013

W zgodzie z przyrodą


Dzisiejszy świat pędzi nieubłaganie nie wiadomo właściwie dokąd. Dla większości ludzi to co dzisiaj rzeczywiście ma znaczenie, to posiadanie i gromadzenie, dostatek oparty na konsumpcjonizmie, niekończąca się moda na rzeczy coraz to nowsze, lepsze i z najwyższej półki. Bo nie wystarczy coś, co będzie dobrze służyć, ale trzeba czegoś, co uczyni ich "lepszymi", co pozwoli się "pokazać" i zaistnieć w sieci społecznych uwarunkowań... I ostatecznie uganiają się za czymś, czego tak naprawdę nie potrzebują, starając się o uznanie osób, których tak naprawdę nawet nie lubią.

Dokąd ten świat zmierza? Jak z takim podejściem będzie wyglądał za 20-30 lat? Z tempem, jakie mamy już dzisiaj, trudno mi sobie wyobrazić jego kontynuację w przyszłości. Coś musi się zmienić...

Właściwe to już się zmienia... Ludzkość się budzi, powoli i stopniowo, ale jednak... Ludzie zaczynają szukać poza systemem konsumpcjonizmu. Wyzwalają się spod jarzma, które narzucił nam współczesny świat i powracają do... natury, do tego co przeszłe i pierwotne. Bo w  tym widzą sens, nadzieję, zdrowie i...wolność.

Każdy z nas musi się zastanowić, co tak naprawdę ma dla niego znaczenie. Kto i co jest ważne w naszym życiu. Co nas uszczęśliwia i czego tak naprawdę pragniemy?

Już dawno temu zadałam sobie wszystkie te pytania i okazało się, że dla mnie szczęściem nie jest ani zawrotna kariera, którą mogłam zrobić, ani pęd wielkich miast, w których przyszło mi żyć. To również nie uznanie ludzi, którzy ciągle jeszcze tkwią w materialistycznym amoku.

Zrezygnowałam z wszystkiego tego, co dla większości ludzi ma znaczenie, i poszłam za głosem serca... Zaczęłam życie w zgodzie z przyrodą - korzystając z tego, czym obdarza nas natura, czerpiąc radość z prostoty życia i ciesząc się efektami pracy własnych rąk. Postawiłam na samowystarczalność - tak dużą, na jaką pozwala dzisiejszy świat i na jaką ja mogę sobie pozwolić w chwili obecnej. I choć to dopiero początek mojej drogi, której ciągle się uczę, już teraz wiem, że to najlepszy sposób na życie.

Wyobraźcie sobie rzeczywistość, w której jesteście panem swojego losu. Gdzie to Wy decydujecie, co, jak i gdzie. Nie jesteście zależni od pieniędzy ani od innych ludzi. Wasze relacje opierają się na współpracy i partnerstwie, a niemal wszystko jesteście w stanie osiągnąć pracą własnych rąk. Wizja może nieco utopijna, a jednak możliwa... Potrzebujemy tylko skrawka...ziemi. Ziemi? - spytacie. Tak, bo gdy się tak głębiej zastanowić, to właśnie ona daje prawdziwą wolność - trzeba tylko umieć z tego umiejętnie skorzystać. 

Wielu z nas pracuje kilkanaście godzin dziennie, żeby mieć pieniądze - czy to na jedzenie czy inne podstawowe potrzeby. Wmówiono nam, że nie mamy wyjścia, że to jedyne rozwiązanie, by przetrwać. Jednak, gdy nie mamy wygórowanych potrzeb, kawałek własnego ogródka może uwolnić nas od wielu zależności dzisiejszego świata. Rozejrzyjcie się tylko dookoła, przyjrzyjcie się bogactwu przyrody, która codziennie ofiarowuje nam ogromne dary. Wystarczy, że zaczniemy uprawiać swój własny kawałek ziemi - tak jak robili to nasi przodkowie przecież jeszcze nie tak dawno temu - że będziemy korzystać z naturalnych dobrodziejstw, jakie daje nam przyroda - takich jak zioła, polne kwiaty i inne dzikie rośliny.

Jeżeli nie mamy swojej własnej ziemi czy ogródka, wystarczy nawet kilka donic na balkonie czy dzika łąka za miastem, by zacząć... A zacząć warto, bo własne jedzenie to nie tylko namiastka wolności, ale również pewność, że to co jemy, jest naprawdę zdrowe - bez żadnych chemikaliów, pestycydów, modyfikowanych genetycznie nasion itp. A do tego stworzone z miłością, która po stokroć przejawi się w naszym codziennym życiu. 

Gdy już raz się spróbuje, nie można przestać. Nic nie równa się w pełni naturalnym, własnoręcznie wyhodowanym uprawom. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez własnych ziół, warzyw czy innych roślin - wszystkiego tego, czym tak hojnie obdarza nas przyroda. Świeża sałatka z zieloności i kwiatów, które zbieram o poranku we własnym ogrodzie, herbata z kwiatów lipy kwitnącej przy domu czy sok z brzozy rosnącej na działce... To 100% naturalne skarby, których nie znajdziemy w żadnym sklepie.

Stajemy się tym, co jemy, warto więc o to zadbać... W zgodzie z przyrodą i samym sobą. Wiosna to najlepszy okres, by podjąć pierwsze próby. Wykorzystajmy więc to - świadomie i z radością! :)


sobota, 6 kwietnia 2013

Szycie jest Piękne - Tildowa Anielica


Tildowe Anioły... Misterne, rękodzielnicze dokonania pełne osobistego uroku i dobrej energii. Czy ktoś z Was też się nimi kiedyś zachwycał?

Oj, długo marzyła mi się taka Anielica. W końcu jak na co dzień swatałam się z aniołami, to i do domu chciało się wprowadzić anielskiego ducha, by samą swoją obecnością rozsiewał pozytywną energię i dobre wibracje.


Obiecałam sobie, że sama ją kiedyś uszyję - w końcu nie ma to, jak popełnić swoje własne dzieło - choć o szyciu nie miałam zielonego pojęcia. Oczywiście na obietnicach się skończyło, minęło sporo czasu, a zauroczenie tildowymi zabawkami pozostało... nienasycone - do zeszłego tygodnia...

A wszystko dzięki Magdzie, prawdziwej Anielicy stąpającej po ziemi... :)


Magda na co dzień robi właśnie takie cudeńka - z pasją i miłością wyczarowując ze skrawków materiałów piękne, misternie dopracowane arcydzieła. Jej dokonania możecie podziwiać na blogu Przestrzeń Szycia, do zajrzenia na który serdecznie Was zachęcam :) Ja zachwycam się nieprzerwanie i oczu nie mogę nacieszyć. I z podziwem patrzę na ludzi, którzy z pasją robią to, co sprawia im największą radość - według mnie to prawdziwy klucz do szczęścia.

Kochana, dziękuję Ci z całego serca!  :)