Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Jak tu nie robić nic...


Nareszcie prawdziwa zima!! Czary podziałały - aż sama nie spodziewałam się, że tak szybko :)

Jak ja lubię czuć ten mróz na policzkach, wdychać lodowate powietrze i wsłuchiwać się w skrzypienie śniegu pod nogami. Bezmiar białej ciszy dookoła i ten wszechogarniający spokój.  Śnieg to dobra wymówka, by się nieco wyciszyć i naprawdę... nic nie robić. Ubrać ciepły sweter, zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty, zanurzyć się w gruby koc i po prostu rozmyślać, wpatrując się w piękno świata za oknem.

Gdy stajemy się coraz starsi, czas zyskuje dla nas szczególną wartość. W pędzie życia i obowiązków nie chcemy go ani trochę zmarnować, ale to właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy znaleźć czas, by nie robić nic. 

I nie mówię tutaj o tak popularnym obecnie lenistwie i niechęci do robienia czegokolowiek. Mówię o przestrzeni ugruntowanej głęboko w nas, budzącej wewnętrzny balans i harmonię. Przestrzeni, która delikatnie dotyka duszę, stając się naszą inspiracją, podstawą dobrego samopoczucia  i szczęścia.

Mało znam dzisiaj osób, które potrafią znaleźć tą przestrzeń - po prostu siąść, uwolnić umysł od trosk codzinnego życia i nic nie robić, oddając się czystej kontemplacji. Jak często potrafimy dzisiaj tak usiąść, gdy mamy pięć tysięcy różnych spraw na głowie? Jak często pozwalamy sobie na zwykły spacer, bez konkretnego celu czy planu - bycie wolnym po prostu tu i teraz? 

Siedzący czy przechadzający się w samotności człowiek, szczęśliwy, zanurzony w swoim wewnętrznym świecie to dziś naprawdę rzadki widok. A przecież jeszcze kilka-kilkanaście lat temu, w nie tak stechologizowanym społeczeństwie, bez internetu i "kablówki", spędzało się całe dnie na łonie natury, w nieskończoność wpatrywało się w dal, obserwowało świat i  ludzi, serfując po niezbadanych przestrzeniach swojego umysłu odkrywało, wymyślało i tworzyło z prawdziwej głębi nas samych.

Dziś serfujemy, lecz po kolejnych stronach internetowej sieci, zatracając naszą wewnętrzną, boską kreatywność, gubiąc czas. Dziś nawet odpoczywając, coś robimy, coś czytamy, piszemy, oglądamy. A wystarczyłoby chociaż na chwilę odłożyć komputer, schować telefon, wyłączyć telewizor (jeśli takowy w ogóle macie), nawet zamknąć książkę i po prostu posiedzić - w ciszy i w spokoju...

Czas poświęcony kontemplacji i nic-nie-robieniu, to nie czas stracony. To czas, który ma kluczowe znaczenie dla naszego stanu umysłu, samopoczucia i wewnętrznego spokoju. Sprawia, że mamy lepszy kontakt z samym sobą, lepiej funkcjonujemy i jesteśmy po prostu szczęśliwsi. 

Zdecydowanie warto pozwolić sobie czasem mieć taki czas...

wtorek, 7 stycznia 2014

Gdzie ten świat przysypany śniegiem?

Zapożyczono z Pinterest.com

Mogłoby wreszcie spać trochę śniegu, tak jak na zdjęciu powyżej. Wiem, że większość z Was będzie przeciwna - sama kiedyś byłam. Ale teraz zima bez chociaż chwili (przynajmniej dwutygodniowej!) śniegu jest dla mnie po prostu ...niespełniona.

Ale nie o sam śnieg tu chodzi, lecz bardziej o czar, jaki roztacza. Czyż świat zasypany śniegiem, dom otulony puchem czy zaszronione szyby w starych oknach ze szprosami nie wydają Wam się magiczne? Tęsknie właśnie za tą staroświecką magią. W mroźnej bieli wszystko jest takie senne, ciche, spokojne, bezpieczne i...czyste - jakbyśmy znaleźli się w zaczarowanej krainie, w której świat pięknieje i spowalania. Taki mały kontrast wobec tej szarości i pędu za oknem.

Spokojnie, nie będę narzekać. Po prostu się nieco rozmarzyłam... ;) A tymczasem u nas niemal jesienne widoki - z porannego spaceru, podczas którego słońce na chwilę zaszczyciło nas swoją osobą :)



niedziela, 7 kwietnia 2013

W zgodzie z przyrodą


Dzisiejszy świat pędzi nieubłaganie nie wiadomo właściwie dokąd. Dla większości ludzi to co dzisiaj rzeczywiście ma znaczenie, to posiadanie i gromadzenie, dostatek oparty na konsumpcjonizmie, niekończąca się moda na rzeczy coraz to nowsze, lepsze i z najwyższej półki. Bo nie wystarczy coś, co będzie dobrze służyć, ale trzeba czegoś, co uczyni ich "lepszymi", co pozwoli się "pokazać" i zaistnieć w sieci społecznych uwarunkowań... I ostatecznie uganiają się za czymś, czego tak naprawdę nie potrzebują, starając się o uznanie osób, których tak naprawdę nawet nie lubią.

Dokąd ten świat zmierza? Jak z takim podejściem będzie wyglądał za 20-30 lat? Z tempem, jakie mamy już dzisiaj, trudno mi sobie wyobrazić jego kontynuację w przyszłości. Coś musi się zmienić...

Właściwe to już się zmienia... Ludzkość się budzi, powoli i stopniowo, ale jednak... Ludzie zaczynają szukać poza systemem konsumpcjonizmu. Wyzwalają się spod jarzma, które narzucił nam współczesny świat i powracają do... natury, do tego co przeszłe i pierwotne. Bo w  tym widzą sens, nadzieję, zdrowie i...wolność.

Każdy z nas musi się zastanowić, co tak naprawdę ma dla niego znaczenie. Kto i co jest ważne w naszym życiu. Co nas uszczęśliwia i czego tak naprawdę pragniemy?

Już dawno temu zadałam sobie wszystkie te pytania i okazało się, że dla mnie szczęściem nie jest ani zawrotna kariera, którą mogłam zrobić, ani pęd wielkich miast, w których przyszło mi żyć. To również nie uznanie ludzi, którzy ciągle jeszcze tkwią w materialistycznym amoku.

Zrezygnowałam z wszystkiego tego, co dla większości ludzi ma znaczenie, i poszłam za głosem serca... Zaczęłam życie w zgodzie z przyrodą - korzystając z tego, czym obdarza nas natura, czerpiąc radość z prostoty życia i ciesząc się efektami pracy własnych rąk. Postawiłam na samowystarczalność - tak dużą, na jaką pozwala dzisiejszy świat i na jaką ja mogę sobie pozwolić w chwili obecnej. I choć to dopiero początek mojej drogi, której ciągle się uczę, już teraz wiem, że to najlepszy sposób na życie.

Wyobraźcie sobie rzeczywistość, w której jesteście panem swojego losu. Gdzie to Wy decydujecie, co, jak i gdzie. Nie jesteście zależni od pieniędzy ani od innych ludzi. Wasze relacje opierają się na współpracy i partnerstwie, a niemal wszystko jesteście w stanie osiągnąć pracą własnych rąk. Wizja może nieco utopijna, a jednak możliwa... Potrzebujemy tylko skrawka...ziemi. Ziemi? - spytacie. Tak, bo gdy się tak głębiej zastanowić, to właśnie ona daje prawdziwą wolność - trzeba tylko umieć z tego umiejętnie skorzystać. 

Wielu z nas pracuje kilkanaście godzin dziennie, żeby mieć pieniądze - czy to na jedzenie czy inne podstawowe potrzeby. Wmówiono nam, że nie mamy wyjścia, że to jedyne rozwiązanie, by przetrwać. Jednak, gdy nie mamy wygórowanych potrzeb, kawałek własnego ogródka może uwolnić nas od wielu zależności dzisiejszego świata. Rozejrzyjcie się tylko dookoła, przyjrzyjcie się bogactwu przyrody, która codziennie ofiarowuje nam ogromne dary. Wystarczy, że zaczniemy uprawiać swój własny kawałek ziemi - tak jak robili to nasi przodkowie przecież jeszcze nie tak dawno temu - że będziemy korzystać z naturalnych dobrodziejstw, jakie daje nam przyroda - takich jak zioła, polne kwiaty i inne dzikie rośliny.

Jeżeli nie mamy swojej własnej ziemi czy ogródka, wystarczy nawet kilka donic na balkonie czy dzika łąka za miastem, by zacząć... A zacząć warto, bo własne jedzenie to nie tylko namiastka wolności, ale również pewność, że to co jemy, jest naprawdę zdrowe - bez żadnych chemikaliów, pestycydów, modyfikowanych genetycznie nasion itp. A do tego stworzone z miłością, która po stokroć przejawi się w naszym codziennym życiu. 

Gdy już raz się spróbuje, nie można przestać. Nic nie równa się w pełni naturalnym, własnoręcznie wyhodowanym uprawom. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez własnych ziół, warzyw czy innych roślin - wszystkiego tego, czym tak hojnie obdarza nas przyroda. Świeża sałatka z zieloności i kwiatów, które zbieram o poranku we własnym ogrodzie, herbata z kwiatów lipy kwitnącej przy domu czy sok z brzozy rosnącej na działce... To 100% naturalne skarby, których nie znajdziemy w żadnym sklepie.

Stajemy się tym, co jemy, warto więc o to zadbać... W zgodzie z przyrodą i samym sobą. Wiosna to najlepszy okres, by podjąć pierwsze próby. Wykorzystajmy więc to - świadomie i z radością! :)


czwartek, 14 lutego 2013

Weekendowe ładowanie baterii


Weekend to najlepszy moment, żeby doładować zmęczone ciało, umysł i ducha. Po intensywnym tygodniu, ciągłym zalataniu, stosie spraw do załatwienia i tysiącu myśli na minutę - przychodzi czas na ukojenie, złapanie oddechu, zanurzenie się w ciszy lasu i odgłosach natury, zastanowienie... 

I choć jeszcze wiosny nie widać tak wyraźnie, jakbym już chciała, świat urzeka swym pięknem. I aż chce się żyć, biec przed siebie nieprzerwanie i krzyczeć z radości - gdy to niezwykłe piękno i moc zaczynam czuć również w... sobie.

Wyrównuję energie, wibracje się podnoszą i nareszcie na nowo zaczynam czuć prawdziwą siebie. Wróciłam...

W oczekiwaniu na kolejne Thetowanie, odrobina jeszcze ciągle zimowego klimatu ;)




piątek, 8 lutego 2013

Z pierwszym oddechem wiosny


Chociaż lubię zimę, coraz częściej z utęsknieniem zaczynam wyszukiwać oznak zieleni wśród zmrożonego, obsypanego białym puchem świata. Dziś wreszcie wyszło nieśmiało zza chmur pierwsze od dawna słońce - energetyzując, wzmacniając i wywołując wiosenny, długo oczekiwany uśmiech na twarzy - mimo, iż do wiosny ciągle daleko...

Ale już się chce, już czuć ją przy tych pierwszych odwilżach, gdy świat paruje, a romantyczna mgła unosi się nad horyzontem i ten zapach powoli zbliżającego się odrodzenia - taki charakterystyczny i świeży. Świat zaczyna oddychać, a wraz z nim oddechu nowego życia nabieram i ja.


Ożywają pierwsze wiosenne trele ptaków. Rośliny szykują się do startu, by wypuścić pierwsze, zziębnięte pączki liści. Cała przyroda staje na mecie i cierpliwie czeka na ostateczny sygnał, by wybuchnąć energią barw, zapachów i dźwięków. Czekam i ja. Jeszcze tylko chwilkę, jeszcze troszeczkę...

Nam wszystkim życzę jeszcze odrobinę cierpliwości :)



niedziela, 4 listopada 2012

Złociste kolory mojej duszy


Kiedyś, mówiąc delikatnie, nie lubiłam jesieni. Przesilenie jesienne, depresje, smutne nastroje i tym podobne klimaty. Kto tego nie zna? Dziś zachwyca mnie każde jej oblicze - od rozświetlonych złocistości, po zamglone brązy i czerwienie. I zastanawiam się, jak kiedyś te złosisto-deszczowe miesiące mogły mnie przygnębiać, gdzie nawet dźwięk kropli deszczu uderzających o szybę dziś wydaje się być tak optymistyczny. 

Kiedyś potrafiłam cieszyć się tylko wiosną. Dziś doceniam uroki, piękno i energię każdej pory roku - wszystkie są tak różne i  niezwykłe, pełne mocy na swój indywidualny, wyjątkowy sposób.

Może człowiek się starzeje, gdy jesień zaczyna kojarzyć się z wyciszeniem, zwolnieniem i ukojeniem. A może to po prostu natura przywołuje nas do porządku zgodnego z rytmem Ziemi, gdy związek z przyrodą staje sie coraz większy, energie się dostrajają, a ciało, dusza i umysł ulegają pełnemu sharmonizowaniu.

Deszcz za oknem, czerwone liście w wazonie, kominek, koc, książka i kubek gorącej imbirówki...

Nic więcej do szczęścia nie potrzeba.


czwartek, 10 listopada 2011

Jesienne nastroje

Jesień wielkimi krokami zawitała w nasze progi i choć jeszcze przed chwilą zachwycała swoimi złotawo-czerwonymi odcieniami, dziś zalewa nas mgłami, wilgotnym powietrzem i nadzwyczaj szybkimi przymrozkami.

Kiedyś nie znosiłam tej pory roku, jej przytłaczający obraz dawał mi się we znaki, a pochmurny klimat nad wyraz często przekładał się na ponurość myśli. I choć wiem, że wiele osób jesień odbiera podobnie, dziś ten okres staram się postrzegać  bardziej optymistycznie. Jesień to perfekcyjny czas na zwolnienie, wyciszenie umysłu, uspokojenie myśli, rozleniwienie ciała. To moment na zasłużony odpoczynek (po tak przecież intensywnym lecie), którego domaga się nasz organizm na każdej niemal płaszczyźnie. Tak jak ziemia spowalnia swój rytm, przygotowując się do zimowego snu, tak nasze ciało potrzebuje „wrzucenia na niższy bieg”, stonowania, harmonii i spokoju.

Po buszowaniu w ogrodzie, letnich remontach, robieniu przetworów i ciągłym przebywaniu na świeżym powietrzu moja dusza zapragnęła wreszcie (wsłuchując się w rytm przyrody) zaszyć się w domowych czterech ścianach - wśród świeczek, ciepłych koców, kubka gorącej pięcioprzemianowej kawy (o tym cudzie jeszcze zdążę Wam opowiedzieć), stosu czekających od dawna na przeczytanie książek i takich dźwięków  muzyki, które wybrzmiewają tylko jesienią…

Ale jesień to również idealny czas, by wreszcie w pełni „zanurzyć” się w siebie, zatrzymać, zastanowić, pokontemplować, afirmować... I tak jak przez całą wiosnę i lato ucieka człowiek od samego siebie, bo przecież tyle zajęć, pomysłów i ważniejszych rzeczy na głowie, tak teraz niemal zmuszony jest stawić czoła wszystkiemu, co nagromadziło się w nim przez ostatnie miesiące. Nie jest łatwo, ale dzielnie wsłuchuję się w potrzeby ciała, duszy  i umysłu. Oczyszczam wewnętrzną energię, doładowuję się pozytywnymi myślami, doenergetyzowuję dobrymi smakami i przede wszystkim... rozmawiam z Aniołami. Prędzej czy później efekty tych jesienno-anielskich przemyśleń zaowocują pewnie tutejszymi wpisami :)

A tym czasem, w ramach jesiennych nastrojów, wraz z szalem ciepłych myśli, ślę Wam odrobinę jesiennych barw. Niech w tych ponurych dniach również Wasza dusza nieco się wyciszy i uspokoi :)