Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Jak tu nie robić nic...


Nareszcie prawdziwa zima!! Czary podziałały - aż sama nie spodziewałam się, że tak szybko :)

Jak ja lubię czuć ten mróz na policzkach, wdychać lodowate powietrze i wsłuchiwać się w skrzypienie śniegu pod nogami. Bezmiar białej ciszy dookoła i ten wszechogarniający spokój.  Śnieg to dobra wymówka, by się nieco wyciszyć i naprawdę... nic nie robić. Ubrać ciepły sweter, zaparzyć sobie kubek gorącej herbaty, zanurzyć się w gruby koc i po prostu rozmyślać, wpatrując się w piękno świata za oknem.

Gdy stajemy się coraz starsi, czas zyskuje dla nas szczególną wartość. W pędzie życia i obowiązków nie chcemy go ani trochę zmarnować, ale to właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy znaleźć czas, by nie robić nic. 

I nie mówię tutaj o tak popularnym obecnie lenistwie i niechęci do robienia czegokolowiek. Mówię o przestrzeni ugruntowanej głęboko w nas, budzącej wewnętrzny balans i harmonię. Przestrzeni, która delikatnie dotyka duszę, stając się naszą inspiracją, podstawą dobrego samopoczucia  i szczęścia.

Mało znam dzisiaj osób, które potrafią znaleźć tą przestrzeń - po prostu siąść, uwolnić umysł od trosk codzinnego życia i nic nie robić, oddając się czystej kontemplacji. Jak często potrafimy dzisiaj tak usiąść, gdy mamy pięć tysięcy różnych spraw na głowie? Jak często pozwalamy sobie na zwykły spacer, bez konkretnego celu czy planu - bycie wolnym po prostu tu i teraz? 

Siedzący czy przechadzający się w samotności człowiek, szczęśliwy, zanurzony w swoim wewnętrznym świecie to dziś naprawdę rzadki widok. A przecież jeszcze kilka-kilkanaście lat temu, w nie tak stechologizowanym społeczeństwie, bez internetu i "kablówki", spędzało się całe dnie na łonie natury, w nieskończoność wpatrywało się w dal, obserwowało świat i  ludzi, serfując po niezbadanych przestrzeniach swojego umysłu odkrywało, wymyślało i tworzyło z prawdziwej głębi nas samych.

Dziś serfujemy, lecz po kolejnych stronach internetowej sieci, zatracając naszą wewnętrzną, boską kreatywność, gubiąc czas. Dziś nawet odpoczywając, coś robimy, coś czytamy, piszemy, oglądamy. A wystarczyłoby chociaż na chwilę odłożyć komputer, schować telefon, wyłączyć telewizor (jeśli takowy w ogóle macie), nawet zamknąć książkę i po prostu posiedzić - w ciszy i w spokoju...

Czas poświęcony kontemplacji i nic-nie-robieniu, to nie czas stracony. To czas, który ma kluczowe znaczenie dla naszego stanu umysłu, samopoczucia i wewnętrznego spokoju. Sprawia, że mamy lepszy kontakt z samym sobą, lepiej funkcjonujemy i jesteśmy po prostu szczęśliwsi. 

Zdecydowanie warto pozwolić sobie czasem mieć taki czas...

czwartek, 14 lutego 2013

Weekendowe ładowanie baterii


Weekend to najlepszy moment, żeby doładować zmęczone ciało, umysł i ducha. Po intensywnym tygodniu, ciągłym zalataniu, stosie spraw do załatwienia i tysiącu myśli na minutę - przychodzi czas na ukojenie, złapanie oddechu, zanurzenie się w ciszy lasu i odgłosach natury, zastanowienie... 

I choć jeszcze wiosny nie widać tak wyraźnie, jakbym już chciała, świat urzeka swym pięknem. I aż chce się żyć, biec przed siebie nieprzerwanie i krzyczeć z radości - gdy to niezwykłe piękno i moc zaczynam czuć również w... sobie.

Wyrównuję energie, wibracje się podnoszą i nareszcie na nowo zaczynam czuć prawdziwą siebie. Wróciłam...

W oczekiwaniu na kolejne Thetowanie, odrobina jeszcze ciągle zimowego klimatu ;)




poniedziałek, 31 grudnia 2012

Przyszłość jest w nas


Koniec roku to czas, kiedy mamy tendencję do analizowania i wspominania minionych 12 miesięcy ze swojego życia, ostatnich sukcesów, porażek, zrealizowanych planów i niespełnionych marzeń. To również czas, gdy z nadzieją zaglądamy w przyszłość, wierząc, że nowy rok przyniesie nam coś dobrego, wprowadzi zmiany i uzdrowi wszystkie niedoskonałości minionego okresu. 

Wiara jest pomocna, jednak to, czego doświadczymy w najbliższym roku - przyszłość, która zawita na próg naszej duszy, zależy tylko i wyłącznie od nas. Przyszłość zmienia się i ewoluuje zgodnie z tym, jak zmieniamy się i ewoluujemy my. Nie jest z góry ustalona. Nie ma wyznaczonych ścieżek. To dopiero my naszymi własnymi emocjami i myślami kreujemy naszą własną drogę - jedyną właściwą z tysiąca dostępnych, bo w tu i teraz.

Czym właściwie jest przyszłość?

Przyszłość leży wokół nas niczym olbrzymia trójwymiarowa pajęcza sieć o wielu niciach, a my znajdujemy się w jej centrum. Przyszłość nie jest czymś, co przychodzi do nas z zewnątrz. Nici tej sieci pochodzą z naszego własnego serca. Są one tworzone przez nasze bezustanne myśli i uczucia. Nasze wewnętrzne stany i różne emocjonalne wahania stwarzają niezliczone możliwe linie czasu.

Nie trzeba robić nic specjalnego, by to zaistniało. Dzieje się to po prostu dlatego, że jesteśmy słońcem, które samoistnie promieniuje na zewnątrz. W naszej naturze leży bycie Twórcą. Właśnie teraz poprośmy przyszłość - tę całą sieć linii czasu - aby pokazała nam nić, która właśnie w tej chwili świeci dla nas najjaśniej. Spytajmy: "Na czym mam się teraz skupić? W jakim kierunku mam teraz podążyć, aby móc wkroczyć w tę piękną i promienną przyszłość? Czego mam być teraz świadom/-a, w tym konkretnym momencie mojego życia?" Z centrum słońca, którym jesteśmy, przyjdzie odpowiedź, bądźmy na nią po prostu otwarci. Nasza dusza chce nas uspokoić  i zachęcić, byśmy połączyli się z pełną mocy, piękną przyszłością, która już czeka uśpiona wewnątrz naszej istoty.

Bądźmy świadomi, z jaką łatwością  ta przyszłość do nas przyjdzie. Nie musimy się o nią starać, czy nad nią pracować. Po prostu pozostańmy w Teraz. Poczujmy w swoim sercu, jak energia tej pięknej, jasnej przyszłości staje się częścią nas samych. W ten sposób przyciągniemy ją do siebie z większą łatwością. Poczujmy tą przepiękną przyszłość w naszym sercu i obudźmy ją poprzez czyste radowanie się nią. Bądźmy otwarci na jej wspaniałą wibrację. Niech rozkwitnie w naszym sercu, poczujmy ją w swoich dłoniach, i poprzez nasze otwarte dłonie pozwólmy jej  wpłynąć w głąb Ziemi. Gdy się to stanie, nasza przyszłość w naturalny sposób wypuści korzenie. Miejmy do nie zaufanie i pewność i odczujmy głęboko w sobie moc naszego słońca. Poczujmy je w swoim sercu, poczujmy je w swoim brzuchu, poczujmy je w swoich nogach. Pozwólmy tej słonecznej mocy uziemić się poprzez nasze stopy.

Żegnając w miłości, pokoju i akceptacji obecny rok, życzę Wam z głębi duszy, byście w 2013 roku odnaleźli nić, która świeci dla Was najjaśniej. Miejcie odwagę podążać nią zgodnie z głosem Waszego serca, nieprzerwanie wzrastając i odkrywając boskość swojej istoty.


Częściowo zapożyczone z www.jeshua.net
Z przekazu Pameli Kribbe

sobota, 15 grudnia 2012

Skup się na swoim sercu


Grudzień to czas otwierania się portali do innych wymiarów. To czas wznoszenia się energii i podnoszenia wibracji zarówno Matki Ziemi, jak i ludzkości. To magiczny moment, w którym wszystko ulega zmianie, otwiera się, ewaluuje i wzrasta. 

Zaczynają się dziać niesamowite rzeczy. To, co kiedyś trudne do wyobrażenia, będzie teraz na wyciągnięcie ręki dla wszystkich, którzy gotowi są doświadczyć zmian i wewnętrznego rozwoju. 

By doświadczyć pełni tego procesu, który ma miejsce właśnie teraz, dostrójmy się do niego - wyciszmy i skupmy, w spokoju, harmonii i miłości. Z szacunkiem i akceptacją potraktujmy wszystko to, co dzieje się dookoła, całą swą uwagę przenosząc na to, co w nas. Poświęćmy ten czas na zagłębienie się w sobie, na skupienie się na własnym sercu. To nasze serce jest drogą do wzrostu i boskości. Nie traćmy energii na poszukiwania. Wszystko, czego potrzebujemy, jest tu i teraz - w nas. Cała tajemnica istnienia, boskość, nieograniczone możliwości, niezwykłe zdolności - wszystkie mają swe źródło nie gdzie indziej, jak w naszych sercach.  Dopiero zanurzając się we własnym sercu, wsłuchując się w siebie, możemy dotrzeć do prawdy - prawdy na temat nas samych, jak i całego istnienia. 

Żyjąc sercem i przejawiając każdego dnia Boską Miłość w sobie, jak i dookoła siebie, podnosimy wibrację Ziemi, a tym samym pomagamy w procesie jej wznoszenia się, stając się częścią tej niezwykłej przemiany. 

Jesteśmy boską, idealną cząstką istnienia. Wyrzeknijmy się więc lęku przed zranieniem, osądzaniem czy bólem. Z ufnością otwórzmy swoje serca - na ościerz, tak by każdy miał do nich nieograniczony dostęp. Pozwólmy energii miłości swobodnie płynąć, emanujmy nią i patrzmy na świat z miłością, a wszelkie podziały znikną - doświadczymy Boskiej Jedności z wszechświatem, Ziemią i innymi ludźmi. Gdy staniemy się jednością z wszystkim, co nas otacza, nasze wzniesienie będzie nieuniknione, a wraz z nami wznosić się będzie wszystko dookoła.

sobota, 10 listopada 2012

Bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć w świecie


Patrząc na strach, lęk, przemoc, ból i cierpienie, które mają miejsce obecnie na Ziemi, wielu główkuje, jak temu zaradzić. Próby są różne - od działań humanitarnych, przez nacisk religii, po kolejne zmiany polityczne. Mi od zawsze nasuwa się jedno rozwiązanie - aby uwolnić świat od wszelkich negatywnych aspektów, zmienić się musi najpierw człowiek. Aby jednak zmieniła się ludzkość, muszą nastąpić "wielkie zmiany"...

Bez zewnętrznych bodźców w większości ludzie zmieniają sie niechętnie. Boimy się zmian, gdyż nie lubimy wykraczać poza naszą osobistą strefę bezpieczeństwa. Jeśli jednak poddamy się, chaos - powstały wyłącznie przez nasze przekonania i upór - przyniesie nam cudowne dary.

Poniżej znajdziesz osiem kluczowych kwestii, które pomogą Ci zmienić nie tylko siebie, ale cały wszechświat.

1. Uświadom sobie własną nieskończoną doskonałość. Spójrz poza własne ziemskie uwarunkowania - przecież jesteś częścią Boga. Wizja własne niedoskonałości to jedynie wpojony nam punkt widzenia. Perfekcja rodzi perfekcję.

2. Zaakcpetuj swoją podróż. Żyj pełnią życia - nie czekaj, aż świat przyjdzie do Ciebie! Jeśli chcesz zbierać plony swoich intencji, afirmuj i działaj!

3. Nie oszukuj się. To, kim jesteśmy, ma ścisły związek z naszymi doświadczeniami. Zawsze bądź wobec siebie szczery i nigdy w siebie nie wątp. Wtedy szczerość wobec świata przyjdzie bez trudu, bo nie będziesz miał już nic do ukrywa.

4. Bądź zawsze sobą, a nie tym, kim chcą Cię widzieć inni. Jesteś cudowną istotą światła i prawdy - żyjących odzwierciedleniem wszechświata. Nie musisz nic ulepszać, ani uzdrawiać. Miej odwagę być tym, którym od zawsze byłeś w swej najgłębszej istocie.

5. Przyjmij daną Ci moc. Masz olbrzymi potencjał. Prawdziwa moc nie bierze się z ego, lecz ze wspólnoty, ducha i esencji Twojego bytu. Prawdziwa moc, to moc łagodna. Moc to łaska, nie agresja. Jesteś istotą światła, z którego swój początek bierze cały wszechświat. Doceń tkwiący w Twojej duszy potencjał i twórz to, czego szukasz.

6. Doceń siebie. To nie to samo, co akceptowanie własnej perfekcji. Składasz się z cząstek wszechświata, a wszechświat to Ty. Nie ma na świecie nikogo lepszego ani gorszego niż Ty sam. Gdy świat wewnętrzny i zewnętrzny odczuwasz w ten sam sposób, oznacza to, że osiągnąłeś prawdziwą równowagę. Ma ona wielki wpływ na Twoje poczucie właśnej wartości, ponieważ gdy utracisz równowagę, utracisz kontakt z prawdą.

7. Obdaruj świat swoją wartością, perfekcją, mocą i łaską. Jeśli chcesz coś zmienić, musisz działać. Nie chowaj się i nie kryj przed innymi swojej wiedzy, nawet jeśli wykracza ona daleko poza to, co bezpieczne i dobrze znane. Stwórz nowe normy - poruszaj się w obrębie światła, z którego powstałeś.

8. Kochaj samego siebie i dziel się miłością. Prawdziwa miłość to stan, który osiągniesz tylko po zaakceptowaniu siebie i innych jako integralnej części Jedności. Co przyjmiesz od otoczenia i co zostawisz po sobie? Postrzegaj ludzi jako zwierciadło twojej miłości. Ich wewnętrzny ból czy radość, to uczucia, które tkwią także w Twoim sercu.

Pamiętaj też, by głęboko oddychać. Oddychając, oczyszczasz i wzmacniasz swoją energię. Czysta energia ułatwia komunikację z wszechświatem.


[Zaczerpnięte z "Tajemna Historia Świadomości", dr Meg Blackburn Losey]

piątek, 16 marca 2012

W Pełni Kobiecości

Rassouli Art

Tak się złożyło, że w tym roku Dzień Kobiet przypadł na czas Pełni Księżyca. Jest to niesamowite, ponieważ Księżyc symbolizuje pierwiastek żeński. Jego oddziaływanie jest potężne, regulując pływy wód w oceanach, wpływając na wegetację roślin oraz fazy płodności kobiet. Księżyc wpływa bezpośrednio na nasze ciała, umysły i przeżywanie emocji. Nie jest przypadkiem, że cykl miesięczny kobiety trwa 28 dni, czyli tyle samo co cykl księżycowy.

My kobiety, czy tego chcemy czy nie, jesteśmy związane z naturą bardziej niż mężczyźni i dlatego, podobnie jak cała przyroda, zależymy od rytmów Księżyca. Dr Christiane Northrup w książce „Ciało kobiety, Mądrość Kobiety” pisze: „Cykl menstruacyjny jest najbardziej podstawowym i pierwotnym cyklem jaki istnieje. Krew jest łącznikiem z archetypową kobiecością. Makrokosmiczne cykle natury, wzrost i słabnięcie, przypływy i odpływy oraz zmiany pór roku znajdują odzwierciedlenie na mniejszą skalę w cyklu menstruacyjnym kobiety”.

Kiedyś wszystkie kobiety miesiączkowały jednocześnie – w czasie nowiu, natomiast podczas pełni owulowały. To jest stan naturalny, który zdołał się jeszcze utrzymać w społeczeństwach tradycyjnych. Obecnie, żyjąc w cywilizowanym świecie, mieszkając w wybetonowanych miastach, spędzając czas pozamykane w mieszkaniach i biurach, jesteśmy oddzielone od siły Księżyca. Dlatego właśnie jego oddziaływanie na nasze ciała jest mniejsze niż na nasze przodkinie, które spędzały większość czasu na świeżym powietrzu, a sypiały pod strzechą. Życie we współczesnym świecie narzuca kobietom konieczność stałej wysokiej aktywności, a czas miesiączki często traktowany jest jak zło konieczne. Skutkiem braku zestrojenia się z naturalnym rytmem jest doświadczanie zespołu napięcia przedmiesiączkowego oraz silnych bólów miesiączkowych. Odnoszę wrażenie, że dolegliwości te są błaganiem organizmu o zwolnienie, odpoczynek, zajęcie się sobą, skupienie się na swoim wnętrzu.

Carol Schaefer w książce „Starszyzna Kobiet Radzi Światu” pisze: W wielu rdzennych tradycjach na świecie, w trakcie czasu księżycowego izolowano kobietę, nie dlatego że była splamiona. Wręcz przeciwnie - wierzono, że w czasie miesiączki kobieta ma największą moc. To głębokie połączenie z niebem i Ziemią daje kobiecie łatwy dostęp do intuicji, wewnętrznego przewodnictwa i głosu Ducha. To, co niektórzy traktują jak przekleństwo, jest w istocie największym błogosławieństwem kobiety. Nie rozumiejąc jak ważne w tym czasie jest poświęcanie sobie uwagi - dzięki czemu można ponownie połączyć się ze źródłem i duchowym prowadzeniem Boskiej Kobiecości – narażamy się na rozdrażnienie i fizyczny dyskomfort. Energie mogą zwrócić się przeciwko nam”

Świadome zestrojenie z księżycowym rytmem daje siłę pozwalającą nawiązać kontakt z odwieczną kobiecą mądrością. W „czasie księżycowym” bardzo ważne jest znaleźć czas na odpoczynek, wsłuchanie się w siebie, nawiązanie kontaktu z własną pierwotną i świętą kobiecością.
Można powiedzieć: „No dobra, ale... jak to zrobić, kiedy trzeba pójść do pracy, oddać sprawozdanie, skończyć projekt, zająć się dziećmi, zrobić zakupy itd. itp....?” Trudno jest żyć w rytmie natury, gdy współczesne wymagania cywilizacji nakładają na nas tak wiele obowiązków, a w codziennej gonitwie (nie wiadomo za czym ;), tracimy kontakt ze sobą...

Może nadszedł czas, gdy prawdziwa pierwotna kobiecość, powinna w końcu dojść do głosu?
Może czas sprawić, aby współczesny, cywilizowany świat zaczął czcić i szanować nasze naturalne rytmy, dla zdrowia i harmonii całych społeczeństw?
Może...?

sobota, 7 stycznia 2012

Pójść w świat i powrócić do domu, czyli... Ósmego dnia Bogini odpoczęła ;)

Rassouli Art

Ten tekst dedykuję wszystkim kobietom, które uważają, że potrzebują dodatkowego dnia w tygodniu, aby odpocząć i zająć się sobą. 

W ferworze obowiązków domowych, pracy zawodowej, opiekowania się dziećmi, czas dla siebie zawsze odkładamy na później. Uważamy, że „musimy” wyrobić się z tą całą pracą, która tak naprawdę nigdy się nie kończy. Mamy ambicje aby być super pracownicami, idealnymi paniami domu, doskonałymi matkami, żywiołowymi kochankami. A do tego wyglądać zawsze pięknie. Hmm, tak na marginesie – czy to są nasze ambicje, czy może społeczny wymóg?

Obserwuję kobiety z mojego otoczenia, które funkcjonują w systemie ciągłego biegu - działać i produkować, działać i produkować. Nawet gdy pojawia się choroba, która jest wołaniem organizmu o odpoczynek, one nie zwalniają. Biorą antybiotyk – i do przodu.

Mój M., wniosek, o potrzebie ósmego dnia w tygodniu, skwitował stwierdzeniem, że chyba ma być po to, żeby nadrobić zaległości z poprzednich siedmiu dni. Coś w tym jest.
Pamiętam sytuacje z dzieciństwa, gdy moja mama, będąc zmęczona pracą domową, obowiązkami i nami - dokazującymi dziećmi, ostrzegała, że wszystko rzuci i „pójdzie w świat”. Teraz, gdy jestem już dorosłą kobietą, w kieracie dnia codziennego, uważam, że od czasu do czasu „pójście w świat” jest niezbędne dla zdrowia psychicznego, emocjonalnego i duchowego. Trzeba mi czasem „pójść w świat”, po to aby odpocząć, skupić się na sobie i swoich potrzebach, zregenerować siły, nabrać energii do działania. Stworzyć sobie ósmy dzień tygodnia. Nikt mi go łaskawie z góry nie przydzieli. Jeżeli sama w pierwszej kolejności nie zadbam o siebie, nikt za mnie nie zrobi. Pozostanie mi frustracja i narzekanie w stylu: „ja to wszystko dla nich i żadnej wdzięczności”. Hmm.... skądś znam te słowa. A Wy?

„Pójście w świat” nie musi za każdym razem wymagać pakowania walizek i wyjazdu 150 km od domu – chociaż to też jest wspaniałe :) Usiąść na skąpanej w słońcu łące z widokiem na Karkonosze. Popijać kawę z termosu. Nic nie musieć. Iv – trzeba to powtórzyć :)

Na co dzień „pójście w świat” oznacza pozwolenie sobie na chwile wytchnienia, samotności i jak pisze Clarissa Pinokla Estés w „Biegnącej z wilkami”- powrót do domu – swojego wewnętrznego domu. Wewnętrzne odosobnienie jest dostępne każdej z nas tu i teraz, trzeba tylko sobie na nie pozwolić. Zatrzymać się. Znieruchomieć. W tej chwili. Nie myśleć o kolejnych sprawach do załatwienia, nie tworzyć list zakupów, nie rozpamiętywać przeszłych wydarzeń, nie projektować przyszłości, lecz wsłuchać się w ciszę podczas zwykłego zmywania naczyń, skupić się na chwili obecnej, jedynej która istnienie i oddychać głęboko. W ten sposób nawiązujemy kontakt z samą sobą, zaczynamy głębiej odczuwać swoje ciało i otwierać się na jego potrzeby. Spotykamy się z własną samotnością.

„Właśnie taki jest cel samotności – stać się jednią. Jest to lekarstwo na tak powszechne u współczesnych kobiet wewnętrzne rozbicie (…) Samotność nie wiąże się z brakiem działania, jak się niektórym zdaje. Jest raczej darem i błogosławieństwem jakim obdarza dzika dusza” (Clarissa Pinokla Estés, Biegnąca z wilkami)

piątek, 30 grudnia 2011

Narodziny mocy

Moc, to takie wzniosłe, patetyczne słowo. Czuję się dziwnie używając go tu, przy pisaniu niniejszego tekstu. Zjeżam się na ten patos, a pomimo to, trudno mi zastąpić ten wyraz, jakimś innym, równie celnym określeniem.

MOC. Słowo, które niesie niesamowitą siłę i energię. Na co dzień wydaje mi się, że mnie nie dotyczy. Z pozoru jestem zwyczajna i słaba. Lecz ona ona tkwi w ukryciu, by w odpowiednim momencie się ujawnić. Czasem buntuję się przeciwko niej, ponieważ z lenistwa i dla wygody wolę się poddać, wtulić się w ramiona iluzji bezpieczeństwa, zamiast wziąć odpowiedzialność za własne życie…zaryzykować i skoczyć.

W moim życiu, moc objawiła się najintensywniej w momencie porodu, w sytuacji, której nie można rozumowo kontrolować, kiedy nie działają żadne gierki ego. Wtedy, kiedy trzeba całkowicie poddać się i zaufać własnemu ciału, kiedy zostałam odarta ze schematów, wzorców, uwarunkowań.
Rankiem po urodzeniu syna, siedząc na skraju szpitalnego łóżka – słaba, blada i krwawiąca, pomyślałam „Wow – jakie to niesamowite - urodziłam dziecko! Teraz już wszystko mogę!” To był przebłysk, najsilniejsze objawienie mocy w moim życiu. Wracam do tego uczucia za każdym razem, gdy czuję, że czemuś nie podołam, że nie dam rady. Towarzyszy mi w chwilach codziennych słabości, gdy chcę uciec, schować się. Wówczas wszystkie problemy stają się banalne.

Czasem obserwuję kobiety, które urodziły i wychowują po kilkoro dzieci, zupełnie nieświadome mocy, którą posiadają w sobie, a która objawia się każdego dnia. Według mnie, powinny chodzić dumne jak królowe, a ludzie dookoła darzyć je największym szacunkiem.
Sądzę, że nie trzeba rodzić dzieci, żeby doświadczyć poczucia mocy. Każdy przejaw naszej twórczości jest jak poród i niesie w sobie niesamowitą energię.

Mamy w sobie niewyczerpane źródło mocy. Pamiętajmy o tym. Czyż to nie cudowne?